Ostatnio doszłam do wniosku, że zwyczajnie nie mam szczęścia w miłości i coś jest ze mną w tej kwestii nie w porządku. Dosyć długo zajęło mi przyznanie przed samą sobą, że jestem sobie winna, niemniej dzięki temu właśnie odnalazłam swoją prawdziwą miłość.

Prawdziwa sztuka uwodzenia

uwodzenieDotychczas z moimi partnerami związki były udane przez kilka pierwszych miesięcy. Później zazwyczaj „wychodziło szydło z worka” i okazywało się, że tak naprawdę jesteśmy obcymi sobie ludźmi. Wszystkie zgrzyty wychodziły po wspólnym zamieszkaniu kiedy wychodziło na jaw po prostu jacy tak naprawdę jesteśmy. Uwodzenie tylko z pozoru było moją mocą stroną – doskonale potrafiłam bowiem grać kogoś, kim nie jestem. Kogoś kogo oczekiwała druga osoba. Potrafiłam przejmować dane cechy charakteru lub nawet zainteresowania. Suma summarum wychodziło na to, że druga jednostka nigdy nie poznała mnie taką, jaką naprawdę jestem. Dopiero kiedy to zrozumiałam obiecałam sobie, że zawsze już będę sobą, a moje uwodzenie będzie się opierało głównie na pokazaniu się od najlepszej strony, ale oczywiście i najszczerszej szczególnie na randkach. Kiedy jednak zdarzały się mniejsze lub większe zgrzyty nie miałam oporów przed tym, aby pokazać swój charakter także od tej słabszej strony. Dzięki temu druga osoba miała mój prawdziwy obraz oraz naprawdę poznawała mnie taką, jaką jestem. Niektóre znajomości kończyły się po jednej randce, inne nieco później, ale to mnie nie zniechęcało bowiem teraz wiedziałam, że po prostu nie pasujemy do siebie charakterami.

Tym razem jednak tym bardziej zaczęłam pokazywać siebie i co więcej zaczęłam też siebie bardziej doceniać i mieć więcej szacunku do własnej osoby. To właśnie wtedy poznałam mojego męża z którym zaiskrzyło od razu na pierwszym spotkaniu i który pokochał mnie w pełni, a ja nie musiałam już więcej przed nikim nikogo udawać. Pierwszy raz w życiu poczułam się naprawdę kochana i szczęśliwa. 

O Autorze: Wiesław Bucik