Znasz to uczucie, kiedy siedzisz przed ekranem komputera i przeglądasz przeróżne strony z ubraniami gdybając, które z nich byś kupiła, jakby nadarzył się jakiś nadzwyczajny przypływ gotówki? Jak to mówią: pomarzyć dobra rzecz. Chyba każda kobieta miała z czymś takim do czynienia. Moim „oczkiem w głowie” były legendarne Stussy. Amerykańska marka, którą podziwiałam już jako młoda dziewczyna. 

Streetwear i klasyka w jednym

legendarne StussyZawsze ciągnęło mnie w stronę świata zachodu. Każdy z nas wychowywał się na amerykańskich filmach i traktował tamtą kulturę jako część siebie. Kto z nas nie chciał wyglądać i ubierać się jak bohaterowie wspomnianych dzieł wielkiego ekranu… Nietrudno jednak domyślić się, że na wycieczkę na drugi koniec świata nie każdy może sobie pozwolić, więc mierząc siły na zamiary zawsze miłym akcentem było zadbanie o detale i próba upodobnienia się do tamtejszych standardów stylu. Legendarne Stussy to uosobienie Ameryki. Kalifornijska marka streetwearowa, łącząca doskonały styl z wygodą. Co jakiś czas śledziłam różne strony, przeglądając ofertę ubrań owej firmy w celu znalezienia jakieś promocji. Długo trwała całkowita stagnacja w tym zakresie. Powoli traciłam nadzieję na jakieś poważniejsze zakupy niż czapka z daszkiem. Pewnego dnia w końcu się doczekałam! Weszłam bez większych nadziei na jeden z większych sklepów internetowych, patrzę a tam rabaty 50%. Niemal spadłam z krzesła z wrażenia i z wypiekami na twarzy dodawałam kolejne rzeczy do koszyka. 

Nie macie pojęcia jak wielka była moja ekscytacja, gdy czekałam na kuriera z dostawą nowych ubrań. Co chwilę biegałam do okna, by spojrzeć czy przypadkiem nikt się nie zbliża. W końcu nadszedł! I wiece co Wam powiem? Warto było czekać na ten jeden dzień przez kilka lat.

O Autorze: Tadeusz Walczak