Niejednokrotnie jako dziecko pytałam mamę, skąd ma taką dużą bliznę na podbrzuszu i czemu w tym miejscu tak dziwnie układa się jej skóra. Wtedy zawsze siadałyśmy w fotelu bujanym przy kominku i opowiadała mi historię moich narodzin. Mimo, że słyszałam tę opowieść wiele razy, bardzo lubiłam spędzać w ten sposób wspólny czas. Dzięki temu mam też co opowiadać swoim dzieciom.

Wszystko zmieniły plastry na blizny

plastry pooperacyjne na bliznyKiedy już wyprowadziłam się z domu, rozpoczęłam studia farmaceutyczne, wiele godzin praktyk spędziłam pracując w aptece. W jednej z dostaw przyszły plastry pooperacyjne na blizny. Wtedy przypomniały mi się nasze nasiadówki przy kominku. Pomyślałam, że gdyby mama miała dostęp do takiego cuda, to może nigdy nie dowiedziałabym się, jak przyszłam na świat. Jednak dzięki nim blizny zagoiłyby się znacznie lepiej. Plastry te mają bardzo szerokie zastosowanie. Pomagają w regeneracji skóry po różnych urazach, cesarskim cięciu, a nawet po oparzeniach. Zapobiegają nieprawidłowemu zabliźnianiu się ran, dzięki czemu ślad zanika z lepszą skutecznością. Są one wykonane ze specjalnego silikonu, dzięki czemu są niewidoczne i poprawiają elastyczność blizn. Plastry pooperacyjne na blizny są idealne dla osób, które przeszły zabieg, a mają problemy z regeneracją skóry. Dodatkowo to cudo działa na stare zabliźnienia, nawet takie dziesięcioletnie. Dla mnie najlepszą ich cechą jest ich super przyczepność. Są elastyczne więc nie powinny odklejać się, ale jeśli tak się stanie, to ten sam plaster możemy przylepić ponownie. Możemy także smarować skórę kremem i nadal je przyklejać.

Oczywiście dla lepszych efektów należy skonsultować ich używanie ze swoim lekarzem. Kiedy powiedziałam o nich mamie, to uznała to za świetne narzędzie farmaceutyczne. Jednak nie żałuje, że ma bliznę, bo pamięta wszystkie momenty, kiedy opowiadałyśmy sobie historię na fotelu bujanych i wie, że były to bardzo szczęśliwe dla nas obojga chwile.

 

O Autorze: Edward Bąk