Gdy po technikum znalazłem pracę w warsztacie hydraulicznym, nie wiedziałem za bardzo, co mnie czeka. Teorię niby znałem, jednak ciężko było mi powiedzieć jak ta praca będzie wyglądała w realnym świecie. Dlatego opowiem teraz, jak przebiegło moje pierwsze zlecenie w tej pracy.

Uszczelki, oringi i inne niuanse

oringi sklepPierwszym moim zleceniem było towarzyszenie przełożonemu – noszącemu imię Edward – w wizycie kontrolnej punktu sprzedażowego naszego klienta. Ponoć lodziarnia ta często miała problemy, dlatego przygotowywałem się na najgorsze. Jak się okazało, był to strach uzasadniony – ich „basenik” do czyszczenia gałkownic przestał działać. Rozkręciliśmy go więc – dla mnie wszystko wyglądało w porządku, jednak Edward od razu zauważył brak jednego oringa. Nie wiedziałem wtedy, czym tak naprawdę są oringi. Wiedziałem tylko, że są to małe uszczelki, jednak Edwarda nie kontentowała taka odpowiedź. Opisał mi więc wszystko, co powinienem wiedzieć – o tym, że najlepiej działają one w środowisku wysokich ciśnień, że mają zawsze kształt pierścienia i o tym, iż zawsze trzeba brać pod uwagę materiał, z którego są zrobione. Potem wysłał mnie do pobliskiego sklepu, w którym miałem rzekomo znaleźć odpowiednią średnicę oringa. Zaznaczył też, że musi być on konkretnej średnicy – inaczej nie będzie on pasował. Poszedłem więc ze wszystkimi parametrami zapisanymi na kartce. Po wejściu od razu zobaczyłem oringi sklep był w nie dobrze zaopatrzony. Podałem kartkę właścicielowi, a on zaopatrzył mnie w odpowiednie sztuki.

Po powrocie zabraliśmy się za ponowny montaż – poszło to nad wymiar szybko, jak widać tylko tego elementu brakowało. Zamontowaliśmy basenik z powrotem i sprawdziliśmy, czy działa. Oczywiście nie było żadnego zarzutu. Kierowniczka podziękowała nam z promiennym uśmiechem – w nagrodę dostaliśmy nawet kawę na wynos!

O Autorze: Irena Zając